Młyn Gniezno. Klub przeszedł do historii, gnieźnieńska kultura nie będzie już taka sama

Mikołaj Stopczyński
Młyn Gniezno. Klub przeszedł do historii, gnieźnieńska kultura nie będzie już taka sama archiwum Jarka Mikołajczyka
Młyn Gniezno. Klub przeszedł do historii, gnieźnieńska kultura nie będzie już taka sama. Zebraliśmy wspomnienia osób związanych z tym miejscem.

Młyn Gniezno. Klub przeszedł do historii, gnieźnieńska kultura nie będzie już taka sama

Początki kultowego klubu sięgają 2002 roku, kiedy w ręce Piotra Żelazowskiego trafił budynek samotnie stojący przy ul. Roosevelta. Zabytkowe miejsce przeszło remont i już rok później nastąpiło otwarcie Młyna, który swą nazwę zawdzięcza pierwotnie pełnionej funkcji. Pierwszym zespołem, którzy zaprezentował się na młyńskiej scenie była grupa Komety. Niedługo później zagrała reaktywowana wówczas, legendarna Brygada Kryzys. Tym mocnym akcentem klub zaznaczył swoją obecność w gnieźnieńskiej kulturze i pozostawał tam przez kolejne siedemnaście lat.

Koncerty i nie tylko

Gdy w rozmowach pomiędzy mieszkańcami podejmowano temat Młyna, zwracano uwagę na niewielką przestrzeń, jaką oferował budynek. Choć ta powodowała pewne ograniczenia, kolejne koncerty pokazywały, że możliwości klubu można wciąż naginać. Na deski klubowej sceny regularnie powracały rockowe zespoły, by ponownie zagrać przed gnieźnieńską publicznością. Tradycją stały się koncerty Voo Voo przy okazji promocji nowych albumów. Z biegiem lat w Młynie koncerty wyprzedawali nowi wykonawcy, w tym Kwiat Jabłoni i Błażej Król. Do dziś wiele osób zastanawia się również, jak podczas swoich pamiętnych występów Lao Che zmieściło się na scenie w siedmioosobowym składzie.

Oprócz dużych gwiazd w klubie odbywały się także mniejsze imprezy. Pierwszym marzeniem każdego gnieźnieńskiego zespołu stawał się koncert na deskach klubu. Od paru lat w kwietniu odbywały się urodziny kultowego Bapu. Przy okazji sylwestra, ostatek czy halloween odbywały się rockowo-popowe imprezy, a obchodzone od kilku lat urodziny klubu wieńczyły koncerty grupy De Luzers.

– Dziękujemy Młynowi, że mogliśmy tam z Siksą zagrać swój pierwszy koncert, nigdy tego nie zapomnimy. Historia tego miejsca nadal będzie żyć w wielu ludziach, a na siksowym wydawnictwie „Palemosty nielegal” zostało to miejsce wspomniane, bo nie ma Gniezna bez Młyna

– napisał gnieźnieński duet Siksa.

Młyn był także mocno związany z festiwalem filmowym Offeliada, w ramach którego organizowano darmowe koncerty takich grup jak Pogodno i Zielone Żabki. Podobna współpraca przebiegała z festiwalem literackim Preteksty – w klubie odbywały się slamy poetyckie, które cieszyły się dużą popularnością wśród młodych literatów. W Młynie odbywały się również imprezy charytatywne, z dorocznymi Zimowymi Jelonkami na czele.

Przede wszystkim wspomnienia

Koncerty w klubie nie odbywały się każdego dnia, jednak zawsze obecni byli w nim goście. Niektórzy przychodzili, by pograć w bilard na piętrze, inni spędzali czas przy piwie w gronie znajomych.

– Nie zliczę imienin, urodzin i tysiąca innych okazji, śpiewania „Hej młody junaku”, rezerwacji stolików na 16 osób, a i tak zawsze brakowało taboretów

– napisał na Facebooku Marcin Jagodziński, radny miejski.

Z Młynem mieszkańcy często wiążą istotne dla nich wspomnienia. To tu wypijali pierwsze piwo, przychodzili na pierwsze koncerty, poznawali nowych znajomych, przyjaciół, a nawet miłość życia. Wiele poruszających wyznań można znaleźć wśród komentarzy na profilu klubu.

Juniorzy UKS Jastarnia wraz ze szkoleniowcami, zdobywcy srebrenego medalu na turnieju w Leżajsku.

Srebro i brąz jastarników

– Spełniliście wiele naszych marzeń, o których bez Was w Gnieźnie moglibyśmy zapomnieć. Przede wszystkim jednak klimat, który tworzą ludzie. Tak będę wspominał Młyn

– skomentował jeden z internautów.

Do ważnej części społeczności Młyna należało także dwóch najstarszych pracowników.

Pana Kazia nie trzeba przedstawiać żadnemu ze stałych bywalców, dla których stał się on żywą legendą. Mieszkańcy ciepło wspominają rozmowy z sympatycznym barmanem, w klubie obecnym „od pierwszego uderzenia młotkiem” w 2002 roku. Równie entuzjastycznie opisywany jest pan Wojciech, pełniący rolę ochroniarza podczas większości imprez, które odbyły się w klubie.

(Nie)spodziewane zakończenie

Historia Młyna dobiegła końca wraz z końcem 2020 roku. Po trudnym, wciąż trwającym okresie pandemii w mediach społecznościowych pojawił się komunikat o zamknięciach klubu. Dla Piotra Żelazowskiego była to wymagająca i trudna decyzja. Pytany przez nas o okoliczności zamknięcia nie chciał udzielić komentarza. Jak sam mówi, jest to dla niego „zbyt świeża sprawa”.

– Jest to wiele lat mojego życia i nie była to tylko praca. Chciałbym, żeby Młyn był zapamiętany przez ludzi tak, jak wiele osób napisało pod [facebookowym] postem: że był dla nich miejscem ważnym, że ludzie wiążą z nim wspomnienia i istotne momenty w swoim życiu. To dla mnie duża radość, że praca, którą robiłem, mogła być ważna dla innych osób

– przekazał właściciel klubu.

Wspomniany post o zamknięciu Młyna wywołał duże poruszenie wśród mieszkańców. W stronę pracowników klubu spływają liczne słowa wsparcia i niedowierzania. Wśród licznych wpisów wciąż pojawiają się także propozycje pomocy lub zorganizowania zrzutki, by uratować kultowe miejsce.

– Pamiętam, kiedy w Młynie zagrała Ścianka. Nie było w innym lokalu czy instytucji w Gnieźnie miejsca, gdzie wtedy mógłby zagrać taki zespół. Legenda Młyna dołącza do wspomnień z 67, Alphy, Hrabiego. Piotr i tak walczył długo. Przypuszczam, a nawet wiem, jak boli ta decyzja ludzi z Młyna. I niech nikt nie pisze, że nie ma skutków Covida

– napisał Jarosław Mikołajczyk, redaktor Popcentrali.

Juniorzy UKS Jastarnia wraz ze szkoleniowcami, zdobywcy srebrenego medalu na turnieju w Leżajsku.

Srebro i brąz jastarników

W 2018 roku Marcin Mamet zamykał słynącą z hiphopowych koncertów Lokomotywę, podobny los spotkał także CK Szuflada. Teraz Młyn powiększył grono miejsc, które zniknęły z kulturalnej mapy miasta. Choć nie poinformowano, co było bezpośrednią przyczyną tej decyzji, z ust mieszkańców najczęściej słyszy się o trudnej sytuacji finansowej. Podobnie jak setki klubów i restauracji w Polsce, Młyn przez wiele miesięcy pozbawiony był możliwości organizacji imprez i koncertów, długo pozostając zamknięty dla stałych bywalców.

Branża rozrywkowa jest jednym z podmiotów, które najbardziej ucierpiały w czasie pandemii koronawirusa. Wprowadzone przez rząd obostrzenia spowodowały, że kluby, puby, kina czy teatry praktycznie straciły swoje źródła dochodów. Wiele miejsc nie wytrzymało długiego okresu zamknięcia i ogłosiło upadłość, inne (w tym poznański klub U Bazyla) starają się utrzymać poprzez crowdfunding lub niepewne rządowe programy wsparcia. Pewnym jest natomiast, że sytuacja nieprędko wróci do normalności, a kolejne lokale będą przechodzić do historii.

– Wspierajmy nasze ulubione miejsca, póki są, bo jutro może być za późno. Jak już wróci wszystko do normy, chodźmy na koncerty, imprezy, kupujmy bilety, nie wnośmy swojego alko tylko zostawiajmy hajs na barze, polecajmy swoim znajomym, udostępniajmy wydarzenia, lajkujmy i komentujmy... byśmy nie musieli budzić się z ręką w nocniku

– zachęca Jakub Dzionek, organizator Gamma Festiwalu.

Na razie jednak miasto pozostaje w kulturalnej żałobie. Gnieźnianie nie dowierzają i wciąż mają nadzieję, że jeszcze nie raz będą mogli porozmawiać z panem Kaziem, wypić piwo po grze w bilarda i przyjść na kolejny koncert Voo Voo.

Za udostępnione zdjęcia dziękujemy Jarkowi Mikołajczykowi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie